BOGDAN KORCZOWSKI
Fototeka 2005-03-11 - 2005-04-14
wernisaż: 11 marca 2005, godz. 18.00
art agenda nova, ul. józefa 22 (wejście od ul. nowej)


Po raz pierwszy w Polsce Bogdan Korczowski prezentuje tworzoną od 1995 r. instalację malarską „Fototeka”. 40 prac z tej serii to małe abstrakcyjne obrazki, w które zostały wkomponowane zdjęcia polaroidowe przedstawiające kobiece ciała w erotycznych pozach. Całość układa się w ścienny fresk. Wprowadzając w „Fototece” opozycję pomiędzy abstrakcją i figuracją, artysta ponawia próby zmierzające do usytuowania się w połowie drogi między ekspresjonizmem i introspekcją.


Wielka „kabała“ Korczowskiego
z Bogdanem Korczowskim rozmawia Delphine Dewulf

W jakim celu włącza Pan fotografie do malarstwa?
- Uwaga: wprowadzam do moich obrazów nie fotografie, ale polaroidy. Różnica polega na tym, że w przypadku polaroidów nie ma możliwości multiplikacji. A więc jest to, podobnie jak obraz, unikat. Co wcale nie znaczy, że bronię tej techniki. Dążę jedynie do zdefiniowania siebie jako malarza. Poza tym, robiąc te zdjęcia nie mam na celu stworzenia pięknych obrazów. Te polaroidy pokazują rzeczy proste i surowe. Nie ma na nich postaci wprost, moje ciała kobiet pozostają bez twarzy.

Te polaroidy w jasny sposób pokazują, co przedstawiają. Są figuracją. Pana malarstwo przeciwnie, zawsze było abstrakcyjne...
- Tak, interesuje mnie praca z tą dwoistością. Poza tym, od dawna mówiono mi, że jest coś sensualnego w moich obrazach. Otóż to nie był absolutnie cel moich poszukiwań. Ale zacząłem zastanawiać się nad tym i zdecydowałem się odbić piłeczkę pokazując tym razem ostentacyjnie sensualność. Ostatecznie niektórzy widzą w nich wyłącznie zdjęcia nagich kobiet, podczas gdy inni postrzegają dzieło w całej jego złożoności. Zawsze są dwa poziomy percepcji dzieła. Z daleka „Fototeka” przypomina moje obrazy. Z bliska to coś zupełnie innego. Pozwala mi to położyć nacisk na z konieczności subiektywny charakter interpretacji dzieła. A także zanalizować sposób, w jaki inni patrzą na moje obrazy.

Polska jest jeszcze krajem bardzo purytańskim… czy spodziewa się Pan jakiejś szczególnej reakcji ze strony polskiej publiczności?
- Nie oczekuję reakcji. Nie staram się również prowokować. Ale jeżeli niektórzy będą wzburzeni, to będzie pożywką dla moich rozważań.

Pierwszych 26 lat życia spędził Pan w Krakowie, ale od początku lat 80. mieszka Pan w Paryżu… Dlaczego zdecydował się pan osiedlić we Francji?
- W Krakowie poślubiłem paryżankę. Pojechałem za nią do Paryża, gdy reżim w Polsce zrobił się zbyt dokuczliwy. Potem już nie zamieszkałem w Krakowie, a to dlatego, żeby móc lepiej do niego powrócić. Jestem w podróży artystycznej, tutaj i tam. Jestem Polakiem we Francji i Francuzem w Polsce. To wielkie szczęście dla artysty móc porównywać kultury. Konfrontacja jest absolutnie konieczna dla tworzenia. Pozwala uniknąć zamknięcia. Podobnie, moja twórczość unika klasyfikacji. Niektórzy mogą mówić o “symbolizmie abstrakcyjnym”, co nie jest sprzecznością.

Rzeczywiście, Pańskie obrazy są niekiedy pełne symboli. Czy ma Pan jakieś konkretne przesłanie do przekazania?
- Wie Pani, zwiedziłem dużo wykopalisk archeologicznych w Basenie Morza Śródziemnego. Często znajdowałem się przed kamieniami pokrytymi nieczytelnymi napisami. W takich wypadkach można doświadczyć bardzo silnych wrażeń, nawet jeżeli naprawdę inskrypcja to tylko antyczna deklaracja podatkowa. Myślę, że w obliczu dzieła nie trzeba starać się zrozumieć, ale przede wszystkim odczuć. Bardzo ważne są dla mnie słowa Bruno Schulza:
„Sztuka nie jest rebusem, do którego klucz jest gdzieś schowany, a filozofia nie jest sposobem na rozwiązanie tego rebusu.” (List B.Schulza do S.I.Witkiewicza).

"Les Echos de Pologne" 2005, nr 41 (13/26 stycznia)


Wywiad z Korczowskim dla "webesteem magazine" nr 10/2005:

Debiutowalem w 1974 roku jako performer (performance "Bialy Rower" na festiwalu w Nowej Rudzie), ale wlasciwie zawsze chcialem malowac i malarstwo jest moja forma expresji od ostatnich 30 lat. Wielokrotnie dyskutowano na temat mojego "symbolizmu abstrakcyjnego", szczególnie po mojej wystawie w Zachecie, która byla calkowicie oparta na abstrakcyjnych znakach. Wielokrotnie pytano mnie o interpretacje moich obrazów. Praktycznie nigdy nie zabieralem glosu, zostawiajac innym analize moich prac. Pewne opinie byly sluszne a inne zupelnie przypadkowe. Pózniej w Paryzu wielokrotnie slyszalem o pewnej "zmyslowosci" mojego malarstwa i wtedy rozpoczalem naprawde moja wlasna analize (artystyczna i psychoanalityczna) tych pojec, zaintrygowany tym "zestawieniem".

W polowie lat 90-tych zrealizowalem pierwsza serie polaroidów przedstawiajacych fragmenty ciala ludzkiego i wymieszalem je z moim malarstwem i symbolami jak krzyze czy gwiazdy.

Dlaczego polaroid?

Dlatego, ze odbitka jest unikalna, bezposrednio widzialna, bez specjalnego technicznego manipulowania. Uzywam polaroidu nie jako fotograf ale malarz, jak "pedzla i farby" równoczesnie, realizujac setki zdjec i klejac je na obrazie równoczesnie z farba. Maly format polaroidu narzucal maly format obrazu, ale obsesyjnosc pracy nie pozwolila mi sie zatrzymac. Doszedlem do punktu, w którym kilkadziesiat polaroidów zagubilo sie w samej masie poczatkowo kilkudziesieciu, a potem setki obrazków jako instalacji. Sprowokowalem i zbudowalem sytuacje malarsko-fotograficzna, która z DALEKA odbieramy jako MALARSTWO, a która patrzac z BLISKA zmienia sie w sytuacje FOTOGRAFICZNA.

Podwójnosc dziela?

Wielowarstwowosc interpretacji? Obraz nie jest "niewinny", cos za tym stoi, ale nie nalezy pytac "dlaczego?". Nalezy pytac "jak?". Ale obraz ani artysta nie jest "winny", bo jest po prostu wolny. Dotarlem do tego, ze sugestywnosc i podwójnosc interpretacji nigdy nie jest obiektywna jesli chodzi o dzielo artystyczne, kazde dzielo artystyczne. Zaskoczony bylem niedawno reakcja w Polsce na prace Doroty Nieznalskiej. Napisalem do niej "wolnosc sztuki jest nieograniczona wolnoscia" ; niestety doszlo do tego, ze Dorote skazano. Totalitaryzm myslenia akceptuje tylko pytania "dlaczego?", a nie "jak to sie dzieje, ze artysta dochodzi to pewnych mediów, czy uzywa róznych zestawien plastycznych?".

W Paryzu zrealizowalem w Galerii Selmersheim wystawe moich polaroidów z lat 90-tych i zatytulowalem "Phototheque" (Fototeka), dajac ten tytul jako aluzje do prywatnego archiwum artysty. Cala galeria byla wypelniona okolo 150 pracami z polaroidami i na otwarciu slyszalem zupelnie inne komentarze obserwujacych moje prace z dystansu kilku metrów i tych, którzy obserwowali prace z bliska. Ostatnio pracuje nad duzymi formatami czysto malarskimi i te serie nazwalem "Sensualite au Vegetal" (Zmyslowosc Roslinna). Sugestia po polaroidach? Moze, bo to jest praca równolegla do pracy fotograficznej.

 


CSS Gallery:
Could not find folder /home/cybertel/public_html/nova/images/korczowski_fototeka/
TOP